Nie szukaj szczęścia!

Wszyscy ludzie pragną szczęścia, ale paradoksalnie znajdują je właśnie ci którzy go nie szukają. Co więc oni robią? Po prostu działają, realizują marzenia i ryzykują, a szczęście znajdują przy okazji.


Ekonomiści zauważyli jedną ciekawą rzecz, najbardziej dochodowe długofalowo nie są te firmy, które koncentrują się na zdobywaniu zysków lecz te, które na pierwszym miejscu stawiają dobro swoich klientów. Nie dziwne, że w efekcie zyski zawsze do nich obficie płyną, przy okazji. Większość z nas słyszała historię upadku banku Lehman Brothers. W rzeczywistości była to jedna z najbardziej nastawionych na zysk firm w historii USA i nad biurkiem prezesa wisiało wyraźne credo firmy "Nie róbmy nic poza pieniądzmi". I tak się stało, jak pisze ekonomista John Kay, nie zrobili ani lojalnych klientów, ani dobrych partnerów, ani atrakcyjnych produktów.

Wracając do kwestii osobistego szczęścia. Zdaniem John'a Kay autora książki "Obliquity: why our goals are best achieved indirectly" nasze największe cele osiągamy pośrednio, a nie dążąc do nich bezpośrednio. Po prostu świat jest zbyt skomplikowany. Na pozór wydaje się to banalną i nic nie znaczącą dla naszego życia tezą, jednak zachęcam do chwili refleksji.

John Kay zauważa, że dopiero w trakcie działania, które może być pozornie nie związane z naszymi celami, zdobywamy kluczową wiedzę. Nasze życie jest zbyt złożone, a zdarzenia nieoczekiwane żebyśmy pewnego dnia po prostu zaplanowali sobie jeden cel i przez lata dążyli do jego osiągnięcia. John Kay pisze, że ludzie, którzy odnieśli sukces niewiele mogą innym powiedzieć o tym, jak go osiągnęli aby inni mogli to zreplikować. Po prostu sami tego nie wiedzą. Woody Allen zapytany o przepis na sukces odpowiedział "Kręć się w pobliżu".

Wiedzę i kluczowe informację zdobywamy przede wszystkim w działaniu, testując rzeczywistość. Innymi słowy można by poradzić komuś, który chce osiągnąć szczęście: idź i rób cokolwiek, idź i stwórz cokolwiek, a wiedzę czym naprawdę jest dla ciebie szczęście zdobędziesz przy okazji. Każde kolejne działanie w którym przekraczamy naszą obecną sytuację, wychodzimy poza nią z niewystarczającą ilością informacji i kompetencji, z niepewnością stawiamy intuicyjnie pierwszy krok, powoduje, że w efekcie wzrastamy i osiągamy największe z naszych celów.

Kay daje nam do zrozumienia, że nie ma wyraźnych związków między intencjami działania a jego rezultatami. Nie znamy wszystkich możliwych alternatyw, nie wiemy, że nie wiemy i dokonujemy sukcesywnych i ograniczonych wyborów. Jeśli chodzi o całość naszego życia i jego kierunek to nie da się tu zastosować zasad bezpośredniego działania.

Zatem wszyscy, którzy wciąż dumają nad tym czy są już tak szczęśliwi jak być powinni zalecam jedno: działajcie, twórzcie, projektujcie, żyjcie i będziecie szczęśliwi. Pamiętajcie, że nie dysponujecie absolutną wiedzą o sobie i o świecie. Sami nie wiecie nawet co jest dla was dobre, jakie mogą być efekty waszych działań, jedyną metodą aby się tego dowiedzieć jest aktywność, testowanie różnych działań. Po drodze dowiecie się tego, czego nigdy byście się nie dowiedzieli siedząc z założonymi rękami. Z tą kolejną cząstką bezcennej informacji stawiamy kolejny krok, podejmujemy kolejne ryzyko i znowu dowiadujemy się czegoś nowego itd.

Sięgnijcie zatem po nową książkę, wybierzcie się na ciekawy kurs, może poznacie tam osoby, które nawet zmienią kierunek waszego życia, albo dowiecie się czegoś nowego o sobie. Stwórzcie biznes, umówcie się na randkę, znajdźcie nowe hobby, poznajcie na nowo swojego partnera itp. We wszystkim co robicie nie szukajcie perfekcji, skoncentrujcie się na uczeniu, tolerujcie niepewność i niepełną kompetencję.

Odkryjecie kolejne elementy układanki tajemnicy zwanej życiem!

Wychowanie mądrych dzieci, czyli test ciasteczka

Okazuje się, że nie wysokość współczynnika IQ ma decydujące znaczenie dla przyszłych osiągnięć naszych dzieci lecz moc ich funkcji wykonawczych. Tę moc można sprawdzić wykonując test ciasteczka.

Test ciasteczka bada zdolność do odraczania gratyfikacji i kontroli impulsów, które wyznaczają jedną z funkcji naszej kory przedczołowej. Badacze dawali dzieciom ciastko, które uśmiechało się do nich z leżącego przed nimi talerzyka, następnie mówili, że jeśli odczekają 15 minut i nie zjedzą go dostaną dwa ciastka. Dziecko musiało odczekać cały czas mają przed sobą smakołyk. Okazało się, że to które poczekały później osiągały wyższe wyniki na studiach!

Jak zostać mistrzem

Jak myślicie czy mistrzami się rodzimy czy zostajemy? Biorąc pod uwagę potencjał rozwoju naszego mózgu definitywnie stajemy się!


Psycholog Anders Ericsson analizował zachowania wybitnych ekspertów i specjalistów i wykazał, że ich zdolności nie są efektem wrodzonych predyspozycji lecz celowej praktyki. Jak się okazuje rozwijać można także cechy, które do tej pory wydawały się być wrodzone, jak na przykład charyzma (w eksperymencie menadżerowie przeszli kurs aktorski).

To właśnie Ericssonowi przypisuje się regułę 10 tyś godzin. Oznacza ona iż aby zostać ekspertem w jakiejś dziedzinie trzeba poświęcić jej opanowaniu właśnie tyyyyyle czasu. Aby wam to przybliżyć konieczna byłoby dziesięcioletnia praktyka po 3 godziny dziennie lub pięcioletnia na cały etat. Pierwotnie ta reguła została odkryta w trakcie badania studentów Berlińskiej Akademii Muzycznej, potem znalazła potwierdzenie także w innych dziedzinach.

Zdaniem Ericssona większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak wiele prób i pracy mają za sobą osoby powszechnie uważane za utalentowane. Nie wie też tego wielu autorów poradników na temat tego jak odnieść sukces itp, którym wydaje, że wystarczy zdradzić parę prostych sztuczek i czytelnicy osiągną niespotykane rzeczy.

Co radzi nam Ericsson, jeśli chcemy zostać ekspertami w jakiejś dziedzinie?
  1. Skoncentruj się na praktyce i opanowywaniu techniki zamiast na ostatecznym wyniku.
  2.  Stawiaj sobie specyficzne, mierzalne cele, które troszkę przekraczają twoje możliwości.
  3.  Zdobywaj częste informacje zwrotne od kogoś kto ma większe zdolności i wiedzę od ciebie i natychmiast stosuj te wskazówki do udoskonalenia swojego działania.
Oczywiście nie chodzi o jakąkolwiek praktykę, musi się ona charakteryzować pewnymi cechami. Większość osób praktykuje to co już umie, kluczem jest jednak celowe robienie tego co nam nie wychodzi dobrze lub wcale! Badania pokazują, że tylko praca nad tym, czego nie potrafimy może zrobić z nas eksperta. To nie jest do zaakceptowania dla wielu osób, które są perfekcjonistami i czują się bardzo niekomfortowo w sytuacji gdy ujawnia się ich niekompetencja. Wolą czegoś w ogóle nie robić niż robić to niedoskonale.

Bardziej szczegółowe zalecenia Ericssona:
  • Upewnij się, że nie uczysz się tylko "poznawczo", i że zdobywasz tylko wiedzę książkową, ale przede wszystkim uczysz się przez działanie
  • Stawiaj sobie cele skoncentrowane na proces (inna pozycja łokcia w tenisie) nie na rezulat (trafienie do kosza 5 razy pod rząd)
  • Wypracuj sposób zauważania błędów i korygowania ich tak szybko jak to możliwe
  • Postrzegaj błędy jako znak, że trzeba zmienić strategię lub podwoić wysiłek, a nie jako dowód braku zdolności
  • Znajdź wzór do naśladowania, kogoś kto sprawnie radzi sobie z frustracją i porażkami
  • Stopniowo wprowadzaj coraz bardziej trudne wyzwania
  • Nie spoczywaj na laurach kiedy już coś dobrze opanujesz
  • Studiuj zachowania osób, które już są ekspertami w dziedzinie do której aspirujesz
  • Kultywuj w swojej pracy cenione przez siebie wartości
  • Stawiaj sobie osiągalne mini-cele, rozkładaj większe zadania na mniejsze części, skomplikowane na prostsze, nieokreślone na specyficzne
  • Intensywnie skupiaj się na praktyce (takie skupienie możliwe będzie najwyżej do 5 godzin na dzień) 
Sławny skrzypek Nathan Milstein napisał:
    Praktykuj tyle czasu ile jesteś w stanie być skupionym. Kiedyś gdy byłem zaniepokojony tym, że wszyscy wkoło ćwiczą cały dzień, spytałem mojego mentora profesora Auera ile godzin mam ćwiczyć, a on odpowiedział 'To naprawdę nie ma znaczenia jak długo. Jeśli ćwiczysz jedynie palcami żadna ilość czasu nie wystarczy. Jeśli ćwiczysz z głową, dwie godziny to bardzo dużo.
10 tyś. godzin brzmi zniechęcająco? Spokojnie nie dotyczą one nabywania każdej zdolności, których przecież w życiu zawodowym i prywatnym nabywamy wiele. Najważniejsze jest przekonanie, że rozwijanie własnych umiejętności jest możliwe tylko trzeba wiedzieć jak.

Ericsson podaje przykład Benjamina Franklina, który pragnął pisać bardziej elokwentnie i przekonująco. W tym celu zaczął studiować świetne artykuły ze swojej ulubionej gazety Spectator. Po kilku dniach starał się opowiedzieć przeczytany artykuł własnymi słowami porównując to potem z oryginałem aby poprawić błędy. Hmmm ciekawe. 

Rozwój miłości a elastyczny mózg

Prawda jest niestety taka, że pozostawiając nasz miłosny związek naturalnemu biegowi doprowadzimy do jego rozpadu. Aby związek trwał długie lata musimy stosować dodatkowy wysiłek i przełamywać zachowania, które zdążyły się już zautomatyzować. Do tego potrzeba elastycznego mózgu. 


To, że w relacje trzeba wkładać wysiłek aby były udane i długotrwałe wydaje się oczywiste, jednak często przeżywając romantyczne stany zakochania zapominamy o tym. Miłość zadba sama o siebie, przecież myślę o niej/o nim dzień i noc, nie mogę bez niej żyć itp. Praktyka i badania pokazują coś zupełnie innego, namiętność, jeden z trzech składników miłości, wraz z upływem czasu niezależnie od nas znika prawie zawsze a intymność, czyli bliskość, troska, zaufanie zmniejsza się naturalnie, jeśli ich nie podtrzymujemy.

Wijąc razem gniazdko i żyjąc potem przez lata razem w sposób nieunikniony wpadamy w rozmaite rutyny i koleiny. Mogą one być użyteczne i sprawiać wrażenie starannie wypracowanych, ale rozmijają się z faktem, że miłość zawsze zmienia się z upływem czasu. Miłość nie jest monolitem. My musimy za nią nadążyć i opowiadać adekwatnie na jej zmiany, dostosowywać się do nich.

Pierwsza namiętność gaśnie najszybciej, tuż za nią w kolejce jest intymność. Kiedy zbudowaliśmy starannie nasz miłosny świat i chcemy spocząć na laurach i zbierać jego owoce uczucia słabną. Dlaczego tak się dzieje? Bo one rodzą się w efekcie zmian, różnic, odstępstw od tego co się do tej pory działo. Musimy zacząć praktykować nowe zachowania, właśnie wtedy kiedy wydawało nam się, że zakończyliśmy wprowadzanie zmian, osiedliśmy.

Plastyczność mózgu, reorganizacja połączeń odnosi się do całego naszego życia, nie tylko jego początku i dziedziny związanej z edukacją. Dotyczy także miłości i zdolność do stawiania sobie nowych wyzwań także na tym polu. Musimy sięgnąć po to o czym nawet nie mamy jeszcze pojęcia, że istnieje. Kluczem jest uczenie się.

Naucz się partnera od nowa

Przykładem tego co wymaga ciągłego zaangażowania jest poznawanie partnera. Na początku znajomości uczymy się o sobie wiele, gadamy godzinami, zwierzamy się, jednak czy nasza wiedza o psychicznym świecie partnera po paru latach nadal jest aktualna? Jakie teraz są jego marzenia i aspiracje, filozofia życia na pewno zmieniły się wraz z upływem czasu, jakich zmian się spodziewa, jakich trudności obecnie doświadcza, co by zrobił gdyby teraz wygrał na loterii, jak wyobraża sobie życie za 5 lat od teraz itp.

Jeśli nie zrobimy nic odbiegającego od rutyny, przekraczającego aktualny stan rzeczy czeka nas pustka w związku a następnie rozpad więzi. Tak niestety działa nasz mózg. Aby miłość kwitła nasz mózg musi tworzyć nowe połączenia nerwowe, czyli my musimy powtarzać nowe zachowania. Jednym z pięknych acz rzadko stosowanych sposobów jest odnowienie przysięgi małżeńskiej, ale odnowienie sypialni też nie jest złym pomysłem!

Jakieś inne pomysły na rozwój miłości?

Miejsca pracy które hamują rozwój mózgu

Naukowcy już nie kwestionują zdolności dorosłego mózgu do wytwarzania nowych komórek, jednak jego zdolność do regeneracji może być znacząco zmniejszona z powodu pracy jaką wykonujemy.

Ponieważ w pracy spędzamy większość dnia ma ona wyraźny wpływ na nasz poznawczy potencjał. Mózg traci komórki nerwowe, ale może także zyskiwać nowe, niestety przeszkadza mu w tym:

  • Stres
  • Izolacja
  • Nuda
  • Wyczerpanie
  • Zbyt mała ilość ruchu 

Jeżeli miejsce pracy stanowi dla nas rodzaj "ubogiego środowiska" nie dostarczając nam żadnych wyzwań, okazji do interakcji z innymi, zdobywania nowej wiedzy i kwalifikacji lub wymaga od nas nadmiernego wysiłku, może stopniowo doprowadzić do upośledzenia naszych funkcji poznawczych.

Z tego powodu z czasem szybko zmniejszy się nasza zdolność do uczenia się nowych rzeczy, wprowadzania pożądanych zmian i bycia elastycznym, rozumienia przemian zachodzących wkoło nas i dostosowywania się do nich.

Pamiętaj, wszystko co robisz ma wpływ na twój mózg.

Czy masz mózg zwycięzcy?

Ludzie, którzy odnoszą w życiu sukces mają jedną wspólną rzecz: wszyscy korzystają trochę inaczej niż reszta ze swojej architektury nerwowej w celu zmaksymalizowania własnego potencjału i osiągnięcia celów. To pierwsze zdanie z książki Jeffa Brown i Marka Fenske pt. "The Winner's Brain. 8 Strategies Great Minds Use to Achive Success". Co zatem ich zdaniem odróżnia mózg zwycięzcy od przeciętnego mózgu?





Po pierwsze:

• znają swoje możliwości i ograniczenia,
• są autentyczni, nie ma przepaści pomiędzy tym co pokazują światu a tym jacy są w rzeczywistości,
• potrafią odróżnić momenty kiedy warto być jak otwarta księga od tych kiedy należy zachować pewne rzeczy dla siebie,
• zwycięzcy jeśli coś czują i myślą to wiedzą, co czują i myślą.

Wszystko to składa się na pierwszą i chyba najważniejszą strategię, czyli Samoświadomość. Niewątpliwie też jedną z tych trudniejszych. Wyobraź sobie taki eksperyment. Siedzisz w pustym pokoju i na 5 minut wchodzi do niego obca osoba aby zagrać na jakimś instrumencie lub wykonać inną czynność. Następnie jesteś proszony o oszacowanie inteligencji tej osoby. Robisz wielkie oczy. Jak to? przecież ja zupełnie nie znam tej osoby! Nalegają więc wzruszasz ramionami i niby zgadujesz. Co się okazuje? że bardziej akuratnie ocenisz poziom inteligencji tej osoby niż swój własny! Zajmijmy się pierwszym czynnikiem naszej samoświadomości.

Możliwości i ograniczenia

Dlaczego Fenske i Brown uznali samoświadomość za fundamentalną cechę mózgu zwycięzcy? Bo do tego przekonały ich liczne badania. Na przykład badacze z uniwersytetu Cornell odkryli iż 25% studentów, którzy uzyskali najniższe wyniki z egzaminu byli właśnie tymi, którzy czuli, że byli lepsi od wszystkich innych. Nawet jak już poznali wyniki nie chcieli ich przyjąć do wiadomości i twierdzili, że to wina testu lub profesora. Czy tacy ludzie będą w stanie uczyć się na swoich błędach? Doskonałym przykładem są kwiatki z popularnego programu Mam talent w którym przekonani o swoich niezwykłych zdolnościach ludzie prezentowali żenujące popisy.

O wykorzystaniu błędów, jako bezcennych okazji do uczenia się i rozwoju pisałam także wcześniej w Czy możemy stać się bardziej inteligentni?

Co z możliwościami? Samoświadomość dotyczy także adekwatnej wiedzy o tym co nam wychodzi i jak możemy to wykorzystać. Wielu z nas wykonuje zawody, w których zupełnie nie wykorzystuje swoich najlepszych stron. To, że w liceum byliśmy dobrzy z matematyki zadecydowało o całej naszej przyszłości. Dwadzieścia lat później nasz zawód jest nam obojętny. Większość życia spędziliśmy na ślepym rozwijaniu zdolności, którą stwierdzono, że mamy w wieku 15 lat.

Mózg zwycięzcy potrafi skutecznie na bieżąco oceniać swoją kompetencję lub jej brak. Zdaniem autorów książki, ta zdolność jest tak samo ważna, jak talent sam w sobie. Rozwój polega bowiem na doskonaleniu tych rzeczy, których jesteśmy dobrzy i uczeniu się na błędach.

Jeśli nie jesteśmy w życiu obecnie tu gdzie chcielibyśmy być i bardzo trudno nam to zmienić, powtarzamy wciąż pewne zachowania, najpewniej gra tu rolę jakaś nasza słabość, której nie jesteśmy świadomi.

Pomocne może być sporządzenie listy Często Powtarzanych Błędów oraz Słabości i Mocnych Stron.

Ponieważ mamy trudności z obiektywną oceną samych siebie na stronie kerryspackman.com (potrzebna znajomość angielskiego) masz możliwość dokonania samooceny oraz porównania jej z anonimowymi ocenami twojej osoby przeprowadzonymi przez przyjaciół. Być może dzięki temu zyskasz zupełnie nowe informacje o sobie, które cię zaskoczą!

Oczywiście rozwijanie samoświadomości obejmuje wiele elementów i jest zadaniem na całe życie. Jest także wiele dróg prowadzących do lepszego samopoznania. Ważną rzeczą jest zdolność nieoceniającej i przyjaznej samoobserwacji, która po prostu uznaje wszystko to co widzi bez reagowania na to. Jest to potężna metoda zwana mindfulness. 

Niektóre rzeczy warte samoobserwowania:

  • Celowo oddawaj się złym nawykom i przyglądaj się temu jak twój umysł wynajduje sposoby ich usprawiedliwiania i racjonalizowania.
  • Obserwuj jak twój mózg ochoczo przyjmuje informacje, które odpowiadają jego wcześniej przyjętej "wersji świata" a ignoruje i od razu odrzuca te, które mu nie pasują.
  • Zobacz, jak uparcie jesteś przywiązany do niektórych zachowań czy przekonań i właściwie nie mógłbyś rozsądnie wyjaśnić dlaczego.
  • Obserwuj jak entuzjastycznie twój umysł zachowuje się kiedy planuje zmiany, a jak kiedy przychodzi czas wprowadzania ich w życie.
  • Zobacz jak to co czujesz może wpływać na to co myślisz i jakie wyciągasz wnioski.
  • Zastanów się jakie wzorce myślenia przez większość czasu dominują u ciebie. Co się powtarza.
  • Obserwuj jak wyjaśniasz przyczyny porażek/sukcesów u siebie a jak u innych.
  • Zobacz jakie pojawiają się w tobie myśli dotyczące siebie i innych, kiedy coś idzie po twojej myśli lub jest na przykład piękna pogoda oraz kiedy doznałeś niepowodzenia.
  • Obserwuj z czym identyfikuje się twoje ego, czemu automatycznie jesteś przychylny a czemu nie. 
  • Sprawdź jak twoje pojęcie o samym siebie (obraz siebie) wpływa na zachowania, które podejmujesz.
  • Zobacz, jaki wpływ mają na twoje zachowanie i samopoczucie różni ludzie z którymi przebywasz (lub miejsca). Jak twoje zachowanie zmienia się pod ich wpływem.
Obserwacje te pozwalają nam nauczyć się odróżniać nasze racjonalizowanie od rozsądnego myślenia. Wpływ uprzedzeń, ukrytych postaw, takiego a nie innego obrazu siebie bądź identyfikowania się naszego ego z czymś, na nasze reakcje. Umożliwia nam odkrycie jak silny wpływ na nasze zachowanie ma konkretna sytuacja w której się znajdujemy (ludzie, otoczenie). Daje okazję zobaczyć jakie mamy tendencję w postrzeganiu innych ludzi a jakie w widzeniu samych siebie.

Jeśli nie zdajemy sobie sprawę z tych wszystkich sposobów działania naszego umysłu/mózgu mamy mniejszą możliwość wyboru i kierowania własnym życiem, rozwijania mocnych stron i pracowania nad słabościami.

Przyspieszone tworzenie nowych połączeń w mózgu

Godzina 7 rano. Otwierasz jedno oko. To wystarczy aby trafić w wyłącznik alarmu budzika. Zamykasz je pośpiesznie ponownie. Wsłuchujesz się w głos w swojej głowie: "Jeszcze tylko 10 minut snu, przecież świat się przez to nie zawali". W efekcie śpisz jeszcze przez kolejne dwie godziny. Wstajesz w końcu z lekkim poczuciem winy bo znowu się nie udało. Ustawiłeś budzik bo miałeś coś rano do zrobienia. Czy tak musi być zawsze?


Niewątpliwie potrzeba więcej siły woli i dyscypliny, jednak są to przymioty, które wielu z nas nie będą nigdy dane. Co zatem możemy począć? Możemy wziąć sprawy w swoje ręce, a dokładniej mamy możliwość wpłynięcia na tworzenie się nowych połączeń w naszym mózgu...i do tego szybko.

Cel: utworzenie stabilnego połączenia nerwowego między słyszeniem alarmu budzika w programem ruchu. Czy to znaczy, że musimy wstawać przez następny miesiąc o 6 rano i to ćwiczyć?. No właśnie na szczęście nie. Cała diabelska strategia polega na tym, że możemy wzmacniać to połączenie kiedykolwiek chcemy, niekoniecznie wtedy kiedy nasza silna wola jeszcze śpi.

Kiedy wieczorem planujemy następnego dnia wstać wcześnie rano aby pobiegać nasza wola aż pręży swoje muskuły. Tak, tak trzeba rano pobiegać, to świetny cel, jestem za! Z wieczornej perspektywy poranny, orzeźwiający i budujący naszą siłę i pewność siebie na cały dzień bieg jest świetnym pomysłem. Co innego rano kiedy jesteśmy otuleni cieplutkim kokonem, jedną nogą w błogim świecie snu. To nie jest najlepszy moment na ćwiczenie siły woli, bo szybko przegramy z kretesem i zniechęcimy się. Musimy być sprytniejsi.

W rzeczywistości nie chcemy aby w ogóle mieszała się w to nasza wola i świadoma kontrola. To zbędny balast gdyż mogą one równie dobrze przejść do racjonalizowania i tłumaczenia sobie powodów dla których powinniśmy zostać jeszcze w łóżku, ponieważ tym też się zajmują. Chcemy aby nasz mózg tak zautomatyzował to działanie żeby odbywało się ono bez udziału naszej kory czołowej, ale jedynie mózgowych jąder podstawy. Chcemy aby mózg "zepchnął" ten program do obsługi przez niższe partie mózgu, które będą realizować go automatycznie bez zająknięcia.

Jak kto woli można powiedzieć, że delegujemy to zadanie naszej podświadomości ona o wiele lepiej sobie z tym poradzi, ma nieskończone zasoby siły. Jak już pisałam zasoby naszej świadomej kontroli to wątły zasób, który szybko się męczy. Wiedząc o tym nie będziemy jej dawać zadania o bardzo wczesnej porze. Świadoma kontrola zadziała najlepiej jak wykorzystamy ją już po tym jak będziemy na nogach i po solidnym śniadanku. Bądźmy mądrymi użytkownikami własnego mózgu.

Automatyzacja

Oczywiście im więcej będziemy ćwiczyć tym połączenie będzie silniejsze. Otoczenie organizujemy tak żeby przypominało to poranne. Rozesłane łóżko, zasłonięte żaluzje, piżamka itp. Nastawiamy budzik na za 5 minut i kładziemy się do łóżka. Rozluźniamy się, układamy tak jak lubimy spać. Budzik dzwoni, wyłączmy go, otwieramy oczy, przeciągamy się, pewnym ruchem wstajemy z zadowoleniem, że czeka nas nowy dzień i oddalamy się od łóżka....i tak w kółko aż nasz mózg nauczy się skojarzenia alarm- rozbudzenie, wstawanie.

Ile razy należy ćwiczyć to sprawa indywidualna. Kiedy połączenie się utrwali będzie po prostu realizowane bez dyskusji, tak jak prowadzenie samochodu oraz inne automatyczne czynności. Naprawdę nie potrzeba nam tu więcej samo-motywującej mowy, to wątły zasób.

Jak zmienić własne życie? Zrób jedną rzecz inaczej!

Para małżeńska, która przeżywała poważny kryzys swego związku poddała się terapii. Ponieważ analizowanie dlaczego tak potwornie się kłócą nie sprawiało, że robili tego mniej, zastosowano prostą metodę: złam schemat.

Polecono im aby za każdym razem kiedy zaczną się kłócić, zrobili sobie 10 minutową przerwę a następnie spotkali się w łazience. Mąż miał za zadanie rozebrać się do naga i położyć w wannie a żona miała siedzieć na sedesie. W tej formie mieli kontynuować kłótnię. Małżeństwo pokornie stosowało tę metodę przez następny miesiąc. Mąż czuł się nieswojo, a żonę to bardzo rozmieszało. W rezultacie trudno było im sprzeczać się w takiej samej formie, jak robili to wcześniej. Nastąpiło przełamanie negatywnego schematu, który do tej pory kierował ich zachowaniem i był oporny na zmiany. To był pierwszy krok w stronę nowego podejścia do dyskutowania spornych spraw.

To historia prawdziwa opisana przez terapeutę Billa O'Hanlon'a w książce Do one thing different, który stosuje Terapię Skoncentrowaną na Rozwiązaniach (tak jak ja). Kolejna dotyczy kobiety, której udało się zmieć swoje problemowe zachowanie dzięki wstawaniu z drugiej strony łóżka! Konieczność wczesnego wstawania zawsze sprawiała, że była rozdrażniona i w efekcie agresywna wobec męża i dzieci. Codziennie rano powtarzał się ten sam schemat- wybuchała z powodu błahych rzeczy. Zadane raz przez małżonka pytanie: "Co się z tobą dzieje, wstałaś lewą nogą?!" skłoniło ją do spróbowania wstawania w inny sposób. Co zadziwiające następnego poranka czuła się zupełnie inaczej.  Metoda działała przez jakiś czas dopóki znowu nie stała się drażliwa, wprowadziła zatem znowu kolejną małą zmianę.

Ta metoda ułatwia naszemu mózgowi zmianę dzięki wprowadzeniu pewnego wyłomu w jego rutynowym realizowaniu zakorzenionego, problemowego zachowania. Ten wyłom to złoty moment dzięki któremu rodzi się przestrzeń świadomości, moment na zastanowienie, moment na zahamowanie programu, moment wyboru.

Jeśli nie możemy zmienić jakiegoś zachowania zbadajmy najpierw jego schemat.

  • W jakim czasie problemowe zachowanie występuje? (w jakie dni? o jakich godzinach?)
  • W jakim miejscu zachowanie występuje?
  • Co je poprzedza?
  • Co po nim następuje?
  • Co robimy kiedy to się dzieje?
  • Co inni wkoło nas wtedy robią lub mówią?

Następnie możemy zastosować złamanie schematu w stosunku do któregoś z powyższych elementów.
O'Hanlon pomógł klientce, która objadała się i prowokowała wymioty aby zawsze przed wywoływaniem torsji ubrała się w swoją najładniejszą sukienkę i buty. Ta drobna zmiana powodowała, że częściej zastanawiała się nad tym co robi. Eleganckie ubranie utrudniało przeprowadzenie działania, które zamierzała.

Inny przykład. Nie możemy przestać podjadać niezdrowych przekąsek między posiłkami?  Jeśli jesteśmy leworęczni możemy zacząć jeść niezdrowe rzeczy prawą ręką a zdrowe lewą.

Aby zidentyfikować działania, które są częścią schematu wyobraźmy sobie jak byśmy wytłumaczyli aktorowi odegranie naszego problemu. Robert De Niro ma odegrać naszą depresję, co musi robić? Powinien rano starać się nie wstawać z łóżka jak najdłużej i nie rozsuwać zasłon. Powinien unikać nadmiernego ruchu w ciągu dnia, nie iść na spacer, po zakupy, nie brać się absolutnie za żadne porządki lub nie daj boże ćwiczenia fizyczne. Powinien dużo rozmyślać o swoich niepowodzeniach. Niech unika kontaktu z ludźmi a jeśli już mu się zdarzy należy ograniczyć rozmowę do narzekania na swój los i analizowania przyczyn własnej depresji.

Sprzeczasz się ze swoim partnerem po czym oboje czujecie się podle? Napisz receptę dla swoich przyjaciół, którzy się nie kłócą, jak robić to po mistrzowsku. Jak sprawić żeby obie osoby czuły się beznadziejnie przez resztę dnia. Zobacz jakie schematy powtarzają się stale. Jeśli zmienisz jedno zachowanie w tym ciągu być może nie nastąpią kolejne.

Działaj, szukaj, stosuj różne zmiany, im więcej będziesz miał przy tym zabawy tym lepiej!

Samokierowana neuroplastyczność- stań się pewny siebie

Jak już pisałam wielokrotnie nasze mózgi są plastyczne i podlegają zmianom wytwarzając nowe połączenia między neuronami a nawet nowe komórki. Środowisko zewnętrzne, styl naszego życia sprzyja pewnej reorganizacji naszego mózgu (w pewnych granicach). Co najważniejsze jednak, jesteśmy w stanie także świadomie kierować procesem kształtowania nerwowej architektury mózgu. Dzięki temu możemy na przykład stać się bardziej pewnymi siebie!


Psychiatra Jeffrey Schwarzt, który jest ekspertem od leczenia nerwicy natręctw, pomagał aktorowi Leonardo DiCaprio wcielić się w rolę Howarda Hughes w filmie Aviator. Hughes cierpiał właśnie z powodu tego zaburzenia. Co ciekawe aktor starając się wiernie oddać na ekranie zachowanie osoby, która cierpi z powodu obsesji i kompulsji, sam zaczął je przejawiać także poza planem.

Na planie DiCaprio zachowywał się tak jakby posiadał pewne cechy i w efekcie w jego mózgu zaszły pewne zmiany. Mózg rzeczywiście zaczął funkcjonować tak jak u osoby z nerwicą, wytworzył nowe połączenia!

W życiu także możemy wcielać się w rolę i grać te wersje siebie, którymi chcielibyśmy być. Zamiast koncentrować się na opieraniu się na przykład własnej nieśmiałości czy niskiemu poczuciu wartości zachowujmy się tak jakbyśmy posiadali już nowe i pożądane cechy.

Tak, jest to możliwe, nie ma tu żadnej sprzeczności. Będąc osobą nieśmiałą możemy zachowywać się jak ktoś pewny siebie. W tym przypadku nie kierujemy naszej uwagi na własną nieśmiałość, ale na zachowania i sposób myślenia osoby pewnej siebie, co powoduje uruchomienie zupełnie nowych szlaków nerwowych. Powtarzanie tych zachowań będzie prowadzić do coraz trwalszego i namacalnie fizycznego kształtowania naszego mózgu.

Mimo, że działając nie będziemy w rzeczywistości czuć się pewnymi siebie wraz z upływem czasu będzie nam coraz łatwiej nie tylko zachowywać się pewnie, ale i czuć się pewnie. Zadawaj sobie pytania dotyczące pewnej siebie osoby, podpowiedzą ci one jak działać:
  • Jak ta osoba by się wypowiadała? zadawała pytania?
  • Jak by słuchała innych?
  • Jak by chodziła? jak siedziała? jak gestykulowała?
  • W jaki sposób myśli taka osoba?
Możesz także wyobrażać sobie, że ktoś pewny siebie kogo podziwiasz wchodzi w twoją skórę i pomaga ci działać pewnie.

Wszystko to oparte jest na bardzo ważnej dla naszego rozwoju prawdzie:

Twoje działanie nigdy nie będzie przekraczało twojego pojęcia o samym sobie


Jeśli jesteśmy bardzo przywiązani do konkretnego obrazu siebie to trudno będzie nam się rozwijać. Obraz siebie jest czymś względnie stałym a nasze życie jest zmiennym procesem. Należy nie tylko świadomie kształtować własny obraz siebie, ale i także potrafić patrzeć na niego z dystansu, trochę z boku aby nie kierował on automatycznie naszym zachowaniem. "Nie zrobię czegoś bo nie postrzegam siebie jako osoby, która robi takie rzeczy".

Z powodu takiego myślenia może nam wiele okazji przelecieć koło nosa. Nie zagadamy tej interesującej kobiety lub nie przyjmiemy tej propozycji pracy w innym mieście, bo to nie jest zgodne z naszym poczuciem samych siebie i tylko dlatego. Nie bo nie, ja nie robię takich rzeczy, nie nagabuje ludzi na ulicy i całe życie będę mieszkał w jednym mieście.

Sama neuronauka podpowiada nam, że aby uzyskać więcej, uzyskać lepsze rezultaty, czymkolwiek by one nie były, czy sukcesem, karierą, pasją, uznaniem, ekspertyzą, udanym miłosnym związkiem lub finansowym komfortem, najpierw sami musimy stać się czymś więcej. Gdy staniemy się tymi lepszymi osobami zaczniemy przyciągać pożądane rezultaty. To kim jesteśmy determinuje nasze osiągnięcia. Nasze działanie, sposób myślenia i odczuwania wpływa na architekturę mózgu, a to z kolei buduje mózgowe programy działania, które będą realizowane zgodnie z naszą pozytywną wizją.

Najlepiej od razu zacząć działać tak jak osoba, którą chcemy być.

Mózg a nowe możliwości czyli strategia błękitnego oceanu

Mózg jest plastyczny i codziennie doświadczenia utrwalają w nim takie a nie inne drogi nerwowe. Gdy chcemy wprowadzić nowe nawyki stoi przed nami trudne zadanie, gdyż musimy utworzyć zupełnie nowe połączenia nerwowe. Najczęściej nam to nie wychodzi i jedną z przyczyn naszej porażki jest to iż w rzeczywistości koncentrujemy się jedynie na pozbyciu się starych nawyków a nie tworzeniu nowych. Czy da się przeskoczyć na zupełnie nowy dla nas poziom myślenia?

Bardzo trudno jest wejść na nowy poziom myślenia. Zazwyczaj próbujemy rozwiązywać nasze problemy z tego samego poziomu świadomości z jakiego przyczyniliśmy się do ich powstania. Jak już pisałam wielokrotnie nasze mózgi uwielbiają rutynę, gdyż bez niej po prostu nie potrafią funkcjonować. Zajmują się przede wszystkim szukaniem potwierdzenia tego co już wiedzą, a nie szukania dowodów przeciw swoim przekonaniom.

Te tendencje, mimo, że doskonale przydatne z ewolucyjnego punktu widzenia, nie sprzyjają naszemu rozwojowi.  Jak wiadomo większość nowatorskich pomysłów jest na początku odrzucanych z powodu oporu przed jakąkolwiek zmianą i naruszaniem, nie zawsze optymalnego, ale wygodnego status quo. Ludzie, którzy dokonali największych naukowych odkryć zazwyczaj nie mieli oporów przed kwestionowaniem status quo i podważaniem praw uznanych już za oczywiste. Ewidentnym przykładem jest Albert Einstein.

Nasze mózgi mogą być solidnie zasklepione w swoich sposobach funkcjonowania. Wiele ludzi latami zmaga się z samym sobą i nie jest w stanie wprowadzić żadnych pożądanych zmian. Dzisiaj depresję określa się też jako zahamowanie neuroplastyczności mózgu. To dlatego terapia elektrowstrząsowa w skrajnych przypadkach nie jest takim złym pomysłem, gdyż jest to jedyny sposób na przywrócenie plastyczności i możliwości kształtowania nowych połączeń. 

Jak już wspominałam na wstępie, przeszkodą na drodze do zmiany na lepsze stoi nasza skłonność do szukania rozwiązań problemów jako "braku problemu". Celem jest nieobecność czegoś. Żeby jednak coś zaprzeczyć mózg musi najpierw o tym pomyśleć. W efekcie, te same drogi nerwowe, które podtrzymują niepożądane zachowania zostają uruchomione gdy w rzeczywistości potrzeba nam zupełnie nowych.

Zatem czy jesteśmy w ogóle w stanie wznieść się nad nasz rutynowy poziom myślenia i kształtować połączenia o zupełnie nowej jakości? Czy jesteśmy w stanie odnaleźć zaskakujące odpowiedzi na pytania jakie stawiamy sobie wobec nas samych i natury życia, takie, których wcale nie chcieliśmy znaleźć? Czy jesteśmy w stanie wytrącić nasz mózg ze stanu blokady i wpłynąć na zupełnie nowe wody myślenia skąd możemy dojrzeć wreszcie nowe możliwości?

Błękitny ocean

Jednym ze sposobów wytrącenia mózgu przy realizowaniu niepożądanych i automatycznych  programów będzie na przykład robienie czegoś szalonego i absurdalnego. Jeśli wciąż budzisz się totalnie przygnębiony, wstań jutro i wykrzycz: "Co za cudowny dzień, dziś wreszcie nie śmierdzą mi nogi!!". Zanim twój mózg zabierze się za realizowanie rutynowego programu wymyślania powodów dla których życie jest beznadziejne, złam schemat, zrób coś nietypowego i pobudzającego. Wyjdź i przejdź się tyle razy wkoło bloku ile spotkasz psów. Zrób kanapki, które będą przypominały pogodne miny. 

Do wprowadzania zmian do naszego życia, które będą przekraczały nasz dotychczasowy poziom myślenia można też wykorzystać model rozwoju, który wykorzystują nowoczesne i kreatywne firmy. Znacie strategię błękitnego oceanu? Dzieli ona strategię firm na te, które walczą ze sobą na czerwonym oceanie i te, które swobodnie żeglują po błękitnym. Jeśli zrozumiecie różnice między nimi, zrozumiecie dlaczego warto być twórczym także w życiu osobistym i jakie niezwykłe rezultaty może nam to przynieść.

Czerwony ocean reprezentuje obecnie istniejący rynek. Rynek ten jest ograniczony i jeśli sprzedajesz coś podobnego do innych firm to będziesz musiał konkurować z nimi o klientów. Na czerwonym rynku perspektywy wzrostu są ograniczone i trzeba ciągle mieć się na baczności bo konkurencja nie śpi. Celem działań firm jest tutaj posiadanie jak największego udziału w rynku, jak największej części tortu. Oznacza to, że jeśli jedni coś zyskują to inni niestety tracą.

Błękitny ocean reprezentuje to wszystko co jeszcze nie istnieje na rynku. Strategia błękitnego oceanu zakłada, że aby wygrać z konkurencją trzeba przestać walczyć z konkurencją! Firmy, które ją wdrażają, koncentrują się na dwóch działaniach: redukowaniu i tworzeniu. Redukowanie dotyczy standardów i jakości o które konkurują inni, natomiast tworzenie na powoływaniu wartości, której jeszcze nikt nie oferuje. Rezultatem i skrzyżowaniem pierwszego i drugiego etapu działań jest powstanie zupełnie nowej wartości, tak że konkurencja po prostu przestaje mieć znaczenie.

Przykładem jest Cirque du soleil, który zamiast konkurować z innymi cyrkami o ograniczoną klientelę cyrków, poprzez zatrudnianie światowej sławy wykonawców, powiększaniu aren czy tresowaniu coraz bardziej egzotycznych zwierząt, skoncentrował się na możliwości dostarczenia ludziom zupełnie nowej jakości dzięki elementom teatralnym, muzycznym i artystycznym, pozbywając się w ogóle niektórych idei, które do tej pory były traktowane za nierozerwalnie związane z cyrkiem. Nowy oszałamiający spektakl przyciągnął ludzi, którzy wcześniej w ogóle nie byli zainteresowani cyrkiem.

Strategia Błękitnego Oceanu obejmuje następujące kroki:

1. Eliminacja
2. Redukcja
3. Ulepszenie
4. Kreacja

Ad.1 czyli to na czym się koncentrujesz powiększa się

Eliminacja dotyczy tych rzeczy, które uważamy za oczywiste, ale które nie przynoszą nam wiele pożytku. Jedną z nich jest koncentracja na problemie, w przypadku firm problemem są ograniczony rynek, zasoby oraz konkurencja. Często nowe firmy, które pojawiają się na rynku zakładają, że to o co konkurują inni to właśnie największa wartość dla klientów, a wcale nie musi tak być! Koncentracja na reagowaniu na działania konkurencji powoduje, że nawet nie dostrzega się czego klient naprawdę potrzebuje.

W życiu osobistym sytuacje tę można porównać do koncentrowania się na tym co nie działa, co nam nie wychodzi i zastanawianiu się jakie są tego przyczyny. To na czym się skupiamy rośnie. Bardzo często to czego chcemy i potrzebujemy ma mało wspólnego z brakiem problemu z którym się zmagamy. To po prostu zupełnie nowa jakość.

Ad.2 czyli jeśli coś nie działa rób tego mniej

Drugim ważnym elementem jest zmniejszenie niektórych standardów. W świecie biznesu ma to znaczenie o tyle, że liczą się koszty i jeśli można zaoszczędzić w jednej dziedzinie, która w ogóle nie przynosi żadnych zysków, to można zaoszczędzone pieniądze wydać gdzie indziej. Wspomniane standardy dotyczą pewnych funkcji i jakości produktów lub usług w które dużo się inwestuje, ale, które po przekroczeniu pewnego poziomu nie dostarczają klientom żadnej dodatkowej wartości.

Znowu odnosząc to do dziedziny rozwoju możemy zaoszczędzić nasz czas i energię psychiczną zmniejszając naszą koncentrację na niektórych dziedzinach życia. W podobny sposób możemy znaleźć więcej miejsca w szafie na nowe i fajne ubrania pozbywając się tych w których nie chodziliśmy przez ostatnie dwa lata! Zastanów się nad czynnościami, które zajmują ci dużo czasu i co do każdej pomyśl czy jesteś dzięki robieniu tego bliżej tego czego pragniesz. Może okazać się, że studia lub praca nie przybliżają cię nawet o centymetr. Na pewno jeśli częste oglądanie telewizji pożarło twój wolny czas i w żaden sposób nie przybliżyło cię to do tego czego pragniesz, oglądaj mniej i mniej i mniej.

Ad. 3 czyli jeśli coś działa rób tego więcej

Ten element strategii dla firmy oznacza analizę tego co konkurencja nie uważa za szczególnie istotne w dziedzinie wartości produktów lub usług i nie inwestuje w to. Następnie bada się co z tego mogłoby być wartościowe dla klientów i być ich, jak dotąd niezaspokojoną i realnie istniejącą potrzebą. Koncentracja zostanie przesunięta z tego w co inwestują inni, na to w co nie inwestują zamiast zakładać, że inni robią słusznie. W dziedzinie rozwoju osobistego będzie to podniesienie inwestycji czasu i energii na to co działa i co przybliża nas do tego czego pragniemy. Tu także robimy na odwrót w stosunku do tego co najczęściej robiliśmy dotychczas.

Punktem wyjścia jest analiza tego ile już mamy z tego czego chcemy i jak nam się udało dojść do takiego poziomu, co takiego robiliśmy, co myśleliśmy, czuliśmy, w jakim byliśmy stanie, kto nam towarzyszył. Polega to na dokładnym przemyśleniu jak to się stało, że zdarzyło nam się tak wiele dobrych rzeczy w życiu i jak możemy powtórzyć to co już wcześniej robiliśmy i było skuteczne. Jak możemy robić tego więcej! Analizuj jak najczęściej i ze szczegółami jak ci się coś udało.

Na skali od 0 do 10, gdzie 0 oznacza, że nie masz jeszcze w ogóle nic z tego czego pragniesz, a 10, że masz to w pełni, określ pozycję którą obecnie zajmujesz. Jeśli jest większa niż 0 pomyśl jak ci się udało znaleźć się tu gdzie jesteś.

Ad.4 czyli nowa jakość

Krokiem finalnym jest stworzenie nowej jakości dla klientów lub w naszym osobistym życiu, czegoś co jeszcze nie istnieje. Energia wcześniej lokowana gdzie indziej i często nie przynosząca nam w ten sposób satysfakcji i spełnienia, inwestowana jest w sposób twórczy w naszą wizję. Dlaczego jest to tak ważne? Ponieważ pragniemy długotrwałych i ostatecznych rezultatów a nie jedynie chwilowego polepszenia naszej sytuacji. Raz przeżywamy wzloty, raz upadki, lepsze okresy i gorsze i tylko na poziomie reakcji na niezadowolenie z naszej obecnej sytuacji nie zmienimy niczego trwale. Zawsze nasze życie będzie przypominać sinusoidę, nawet jak nie będziemy czynić żadnych wysiłków w kierunku jego ulepszenia.

Cała idea twórczego rozwoju oparta jest na przekonaniu, że proces tworzenia jest najpotężniejszym narzędziem zmiany, gdyż wyraża to co w nas najwyższe i jest jednocześnie samopodtrzymujący się, tworząc wzmacniamy się jednocześnie, ładujemy akumulatory i jesteśmy jeszcze bardziej zdolni do tworzenia własnego życia. Gdy przenika nas twórcza energia działamy zupełnie z innego poziomu świadomości niż kiedy reagujemy i odpowiadamy na okoliczności, energia twórcza zostawia trwałe ślady.

Cały proces czterech kroków polega na przesunięciu koncentracji energii z tego co niepotrzebne i z tego co nie działa na to co działa i jeszcze w ogóle nie istnieje. Zaoszczędzenie jej w jednej dziedzinie i inwestowanie z ogromnym zyskiem w drugiej.

Na deser próbka twórczości Cirque du Soleil



Czy wiesz co uczyni cię szczęśliwym? Prawdopodobnie nie

Gdy kupisz to nowe mieszkanie nie będziesz tak szczęśliwy jak myślisz. Gdy ktoś złamie ci serce nie będziesz tak nieszczęśliwy jak myślisz. Dlaczego kiedy przewidujemy przyszłość najczęściej się mylimy?


Wszyscy chcemy być szczęśliwi. Robimy rozliczne rzeczy żeby to szczęście zyskać. Jednak istnieje pewien psychologiczny fenomen- zazwyczaj przeceniamy "intensywność szczęścia" jaką mają nam przynieść w przyszłości rzeczy, które robimy obecnie. Innymi słowy cel zostaje zrealizowany, ale nie jesteśmy tak uradowani. jak sobie kiedyś wyobrażaliśmy, że będziemy.

Rozliczne badania psychologiczne robione przez różnych badaczy (m.in. przez Daniela Gilberta) i na różnych grupach wykazały jedno: ludzie dość dobrze potrafią przewidzieć jakie emocje wywoła w nich pewne zdarzenie, ale są kiepscy jeśli chodzi o przewidzenie intensywności i długości trwania tych doznań. Generalnie przeceniamy siłę przyszłych emocji. Myślimy, że przyszłe zdarzenia będą miały silniejszy wpływ niż potem rzeczywiście mają.

Wynika z tego jedno: poświęcamy teraźniejszość dla przyszłości licząc na euforię, a otrzymujemy jedynie ulotne zadowolenie.

Sztandarowym przykładem są przewidywania co do wygranej na loterii. Szybkie samochody, realizacja każdej zachcianki, piękne krajobrazy, życie bez stresu, to wyobrażenia, które ma większość z nas myśląc o życiu po wygranej w totka. Rzeczywistość jest najczęściej inna dla ludzi, którzy naprawdę wygrali. Podatki, rozpad wcześniejszych więzi międzyludzkich, obawa przed utratą majątku, nieznajomość zasad gospodarowania dużą ilością pieniędzy sprawia, że nie jest tak różowo jak się wydawało. Generalnie poczucie szczęścia nie rośnie istotnie wraz ze wzrostem zarobków powyżej średnich (ale jeśli ktoś cierpiał biedę i zaczyna zarabiać średnią krajową to raczej wzrośnie).

Podobnie jest w przypadku zdarzeń negatywnych. Badani proszeni o przewidzenie jak bardzo i jak długo byliby załamani po śmierci małżonka przedstawiają o wiele czarniejszy scenariusz niż ten jaki ukazuje się z realnego badania samopoczucia osób, które straciły bliską osobę (to samo wyszło gdy w eksperymencie przewidywano własne samopoczucie po rozstaniu i badacze porównali je z doświadczeniami ludzi, którzy rzeczywiście zakończyli związek).

W przypadku przewidywania siły oddziaływania na nas zdarzeń negatywnych, robiąc to nie bierzemy pod uwagę naszej zdolności do "brania tego co najlepsze" z najgorszych sytuacji. Na przykład rozwód jest przeważnie ciężkim doświadczeniem, ale też dla większości szansą na lepsze życie, na ułożenia go wreszcie na takich zasadach na jakich chcą. Na pewno mamy swój psychologiczny system odpornościowy, jedni zapewne silniejszy inni słabszy. Ci którzy wygrali na loterii nie stają się bardziej szczęśliwi tak samo, jak ci którzy doznali wielkiej tragedii nie stają się bardziej nieszczęśliwi.

Nie potrafimy także właściwie przewidzieć intensywności naszych emocji w przyszłości nawet gdy przewidujemy coś, czego już doświadczyliśmy w przeszłości. Badania pokazują, że wiąże się to głównie z inną naszą słabością, a mianowicie nieumiejętności adekwatnego pamiętania tego co czuliśmy kiedyś. Kiedy poproszono grupę ludzi wybierających się na wycieczkę rowerową po Kalifornii aby przewidzieli jak się będą czuć podczas wycieczki, aby notowali w trakcie jak się czują i po fakcie aby przywołali to jak się czuli, to mimo iż oczekiwali i wspominali, że będą czuli się dobrze nie zgadzało się to z bezpośrednim opisem wrażeń w trakcie wyprawy.

Wszystkie te nasze nieskuteczne przewidywania i nieadekwatne wspomnienia wynikają z jednej rzeczy: nigdy nie będziemy nigdzie indziej niż w teraźniejszości. Kiedy przewidujemy jak będziemy się czuć bierzemy pod uwagę to jak czujemy się teraz bądź jak poczuliśmy się wyobrażając sobie coś teraz. Tak samo wspominamy to co się wydarzyło mają takie a nie inne samopoczucie teraz. Jutro naprawdę chcemy rano wstać i zabrać się za zrobienie czegoś, ale o 6 rano będziemy się czuć zupełnie inaczej niż teraz kiedy to planujemy.

Kiedy coś planujemy najczęściej jesteśmy pozytywni, chociażby dlatego, że czujemy się dobrze z tym, że planujemy takie ważne i pożyteczne rzeczy. Co innego jednak kiedy przyjdzie do ich wykonania jutro kiedy będziemy czuli się zupełnie inaczej.

Analogicznie nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zachowamy będąc pod wpływem jakiegoś stanu emocjonalnego. W chwilach gdy jesteśmy wściekli, przerażeni, euforyczni itp. zachowujemy się nieoczekiwanie dla siebie, dla tych spokojnych i racjonalnych wersji siebie jeszcze jakiś czas wcześniej. Badacze nazywają to zimnymi i gorącymi stanami. Możemy być wtedy bardziej różni od samych siebie w innym stanie niż od innej osoby!

Zdaniem Georga Loewensteina, który zajmuje się badaniem tych fenomenów: "Szczęście jest sygnałem, którego nasze mózgi używają aby nas zmotywować do działania. I w ten sam sposób w jaki nasze oczy przyzwyczajają się do pewnego natężenia światła, jesteśmy tak zaprojektowani, że wracamy w swojej "szczęśliwości" do pewnego punktu startowego. Nasze mózgi nie starają się być szczęśliwe, one starają się nas regulować". Innymi słowy szybko przyzwyczajamy się do zmian i nie stajemy się coraz bardziej i bardziej szczęśliwi, lecz co i raz wracamy do naszego poziomu wyjściowego. A najważniejsze jest w tym to, że nie potrafimy przewidzieć tego, że się przyzwyczaimy.

Co z tego wynika?

Na pewno nie to, że nie warto się starać coś osiągnąć, planować przyszłości i że możemy stać się obojętni wobec tego co nam się przydarza itp. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że ślepa pogoń za spełnieniem, które ma przyjść do nas w przyszłości, jeśli tylko kupimy sobie to lub tamto lub zrobimy to lub tamto może być płonna. Bardzo często nie ma sensu wypruwać sobie żył aby coś zyskać.

Może być to nawet bardzo oczyszczające. "Nawet jak stracę tę pracę wiem, że nie będzie ze mną aż tak źle, jakby mi się wcześniej wydawało", "Jeśli się rozstaniemy wiem, że poradzę sobie z tym wcześniej niż później".

Według Loewensteina życie byłoby lepsze gdybyśmy zdawali sobie sprawę z tych błędów w przewidywaniu. Więcej czasu poświęcalibyśmy wtedy dla przyjaciół co przynosi nam szczęście, a mniej na przykład na zarabianie pieniędzy. Z kolei Daniel Gilbert badając ludzką psychologiczną odporność doszedł do przekonania, że byłby w stanie się przystosować właściwie do wszystkiego, czyli znieść wszystko. Z tego powodu twierdzi iż korzysta z większej ilości życiowych szans niż kiedyś.

Jak mądrze używać pozytywnych i negatywnych emocji?

Pisałam już, że nasz mózg ma pewne negatywne skrzywienie związane z ewolucyjnym dziedzictwem. Emocje negatywne są nam bardzo potrzebne kiedy ważne jest podjęcie natychmiastowego działania. Ciało spina się i przygotowuje do obrony lub ataku. Z kolei emocje pozytywne mają kompletnie inną rolę związaną nie z przetrwaniem a rozwojem. Warto o tym pamiętać jeśli chcemy wprowadzać zmiany do naszego życia. 

Manipulacja negatywna, czyli pójdziesz do piekła

Najpierw trochę o zmianie i negatywnych emocjach. Wiele osób jest przekonanych, że zmiana zachodzi najszybciej w efekcie negatywnej motywacji. Aby skłonić siebie lub innych do podjęcia działania, uciekają się do stworzenia pewnego nacisku, ciśnienia poprzez wymyślanie negatywnych wizji skutkujących niepodejmowaniem pewnych akcji. Rzuć palenie bo twoje płuca będą wyglądały tak jak na załączonym obrazku, czyli jak strzęp mięsa wypełniony czarną, obrzydliwą mazią. Dlaczego iż mimo tego, że większość palaczy wie o tym doskonale, nie skłania ich to do rzucenia palenia?

Już na pierwszy rzut oka coś w tej technice negatywnej manipulacji jest nie tak. Celem tych wszystkich wizji ma być skłonienie się do podejmowania działań na rzecz pożądanej zmiany. Kolejnym krokiem jednak będzie podjęcie działań w kierunku redukcji napięcia, które samemu wcześniej się zwiększyło. Gdy stworzymy sobie takiego motywacyjnego „popychacza”, to od tej chwili działamy po to aby zapobiec wystąpieniu tych negatywnych konsekwencji, a nie po to żeby coś osiągnąć. Naszym celem nie będzie rzucenie palenia lecz nie zachorowanie na raka płuc, nie schudnięcie lecz zapobieganie temu, że możemy nie znaleźć sobie partnera, nie nauczenie się angielskiego ale zapobieganie temu, że nikt nie będzie chciał nas zatrudnić.

Koncentrujemy się teraz nie na aktualnym problemie lecz na problemach, które wystąpią jak nie zlikwidujemy aktualnych problemów. Jednak założeniem takiej strategii jest to, że im bliższa będzie katastrofa i negatywne konsekwencje tym teoretycznie będziemy mieć większy napęd do działania, a im będzie ona dalej tym motywacja będzie mniejsza.

1. Im bardziej się martwimy tym bardziej działamy
2. Im bardziej zbliżamy się do rezultatu tym mniej się martwimy

Jak widać tworzy się tutaj pewne zamknięta struktura w której energia jest uwięziona. Można przedstawić to schematycznie na przykładzie wahadła, które wychylając się maksymalnie w jedną stronę traci pęd i od tego momentu droga najmniejszego oporu prowadzi je naturalnie do wychylenia się w przeciwnym kierunku.

Takie „rozwiązywanie problemów” to nie jest droga do ostatecznych, pożądanych rezultatów. Kiedy bowiem rozwiązujemy problemy? Kiedy są one dotkliwe i powodują dyskomfort w naszym życiu i emocjach. Wpisana jest w to inherentna sprzeczność, gdyż im większy dyskomfort tym więcej walki z problemem, im więcej walki (pomniejszania problemu) tym mniejszy dyskomfort i tym samym mniej motywacji do walki.

Środkami opisanej manipulacji są negatywne emocje jak wstyd, poczucie winy, lęk, obawa, zmartwienie a celem zapobieganie ich odczuwania. Jak widać wąż pożera tutaj własny ogon. Technika ta jest jednak bardzo często wykorzystywana. Kiedy obrońcy środowiska chcą skłonić nas do działania stosując powyższą manipulację i opisując przyszły obraz świata pełnego trucizn i czarnego nieba w rzeczywistości mogą minąć się z celem, gdyż teraz będziemy chcieli uniknąć po prostu nieprzyjemnych odczuć, które powstają gdy myślimy o przyszłej katastrofie. Najlepszym sposobem jest po prostu unikanie myślenia o tym. Zresztą dlaczego mielibyśmy budować przyszłość na naszym uczuciu lęku? Tylko miłość do świata i przyrody, poczucie bycia jego integralną częścią może być źródłem działań na rzecz budowania zdrowej planety, działań, które przynoszą długotrwałe i ostateczne rezultaty.

Takie manipulowanie konfliktem w efekcie wzmacnia w nas poczucie bezsiły. Podtrzymujemy przekonanie, że siła leży na zewnątrz, w negatywnych skutkach, których chcemy uniknąć, a nie w nas którzy chcemy budować zdrową i kwitnącą przyszłość.

Chcąc zerwać z jakimś nałogiem poprzez stosowanie manipulacji negatywnej wpadamy w pułapkę, doprowadzamy do sytuacji gdy zaprzestanie nałogu staje się przyczyną powrotu do nałogu.

Przestając nadużywać alkoholu lub objadać się, oddalamy się od negatywnych konsekwencji, czyli zmniejszamy presję, która na samym początku skłoniła nas do zaprzestania i była motywacją do nie picia i nie objadania się! Dlaczego niektórzy ludzie zmagają się z nałogami przez wiele, wiele lat? Skoro zaprzestanie nałogu prowadzi do nałogu, ludzie ci skazani są na nieustanne manipulowanie konfliktem, gdyż jest to samopodtrzymująca się, oscylująca struktura, która dodatkowo prowadzi do wzmocnienia przekonania, że nie mamy nad nałogiem żadnej kontroli i jak już byliśmy alkoholikami to już do końca życia będziemy.

Manipulacja pozytywna

Stosujemy też manipulację w drugą stronę wykorzystując "emocje pozytywne". Ujęłam je w cudzysłów gdyż nie do końca są to autentyczne emocje. Spójrzmy na to z punktu widzenia logiki.

W tej strategii zamiast tworzyć to czego pragniemy koncentrujemy się na zmienianiu tego co nas powstrzymywało przed zdobyciem tego czego chcemy w nadziei, że będziemy dryfować w naturalny sposób w kierunku pożądanych rezultatów, skoro to co nas hamowało przestanie istnieć. Zmieniamy na przykład ograniczające nas przekonania.

Opiera się na tym cała filozofia „uwierz w siebie”. Założenie takiego myślenia jest takie, że przyczyną tego, iż nie możemy osiągnąć pożądanych rezultatów jest nasza niewiara w siebie, pesymizm, niewłaściwy sposób myślenia (np charakterystyczny dla ludzi biednych). Teraz naszym celem będzie zatem pozbycie się tej niewiary w siebie lub złych przekonań i od tej chwili wszystko powinno zadziałać.

Co się wtedy dzieje? Paradoksalnie stosując pozytywne afirmacje i motta podkopujemy swoje poczucie mocy. Czy ktoś, kto jest pewny siebie musi to sobie codziennie powtarzać? Czy pozytywne programowanie podświadomości w rzeczywistości nie programuje jej zupełnie na odwrót samym aktem manipulacji? Skoro w ogóle musimy manipulować swoją podświadomość, to czy robimy to z "pozycji mocy"?

Wysiłki programowania programują jednocześnie to, że to w co dotychczas wierzyliśmy jest potężne i głęboko zakorzenione i potrzebujemy specjalnych środków aby to zmienić. Tylko ktoś kto głęboko nie wierzy w siebie musi zmuszać swój umysł do akceptacji prawdy, że jednak wierzy. Im częściej powtarzamy „Wierzę w siebie, mogę osiągnąć wszystko to co chcę” tym trudniej nam uwierzyć, że to prawda. Droga najmniejszego oporu prowadzi nas prosto do przekonania, że w rzeczywistości nie możemy mieć tego czego chcemy. Wahadło znowu wychyla się maksymalnie w jedną stronę i traci pęd.

Poczucie mocy nie może zostać w ten sposób „wytworzone”. Jeśli coś musi zostać sztucznie wytworzone, za pomocą sztuczki i manipulacji, a w szczególności jeśli jest to poczucie sprawstwa, czy może być naprawdę głęboko i autentycznie odczute? Przecież pozytywnie programując się wiemy, że musimy się programować, zdajemy sobie sprawę, że stosujemy manipulację.

Często chcąc wykorzenić wszelkie negatywne przekonania liczymy, że potem to czego pragniemy wpadnie nam prosto w ręce. Tkwimy w wiecznym dualizmie z którego chcemy się wyzwolić poprzez oddzielanie jednej strony momenty od drugiej. Góry nie istnieją bez dolin, dobro nie istnieje bez zła. My chcemy pokonać zło i myślimy, że wtedy zostanie na świecie samo dobro. Wszechświat podrzuci je nam jak będziemy spali. Jak długo byśmy nie kroili zawsze pozostały plasterek będzie miał dwie strony.

Nie pozbędziemy się negatywnych uczuć z naszego życia, bez nich nie istnieją uczucia pozytywne. Jeśli szukamy stanu niedoświadczania żadnych negatywnych emocji jest jeden taki stan: śmierć.

Codzienne wzmacnianie pozytywnej inklinacji, że na pewno nam się uda słabnie poprzez samo powtarzanie tego. Samo zmuszanie się i „manipulowanie” do wysiłku jest sygnałem, że coś tu jest nie tak i że chyba jednak naprawdę nie wierzymy, że nam się uda.

Inteligencja emocjonalna w natarciu

Ponieważ emocje negatywne mają funkcję ograniczającą, czyli skupiają nas na zagrożeniu pojawiającym się tu i teraz (zaraz mu powiem co o nim myślę!), emocje pozytywne "rozszerzają nas umysł". Mimo, że są bardziej subtelne, ulotne, krótkotrwałe i mniej przyciągają naszą uwagę, emocje pozytywne mają niebagatelne znaczenie dla jakości naszego życia.

Jest to klasyczna już teoria Barbary Fredrickson. Wspomniane poszerzanie, co pokazało wiele eksperymentów naukowych, sprawia, że zauważamy więcej możliwości działania w danej chwili, jesteśmy bardziej kreatywni, otwarci, elastyczni, ciekawi, skłonni do eksploracji, poszukiwania. Emocje pozytywne sprzyjają wydzielaniu dopaminy w mózgu w układzie nagrody. Sprzyjają także budowaniu naszych zasobów fizycznych, czyli zdrowia, społecznych w postaci sieci wsparcia i psychologicznych, jak odporności na niepowodzenia i optymizmu. 

Czy zatem chcąc uzyskać zmianę nie lepiej wykorzystać ten otwarty i kreatywny stan w przeciwieństwie do lęku i poczucia winy, które rodzą działania zachowawcze? Nie wytwarzajmy w sobie niepotrzebnie poczucia zagrożenia stosując negatywną manipulację, gdyż to ogranicza nasze zasoby. Bardzo trudno jest rozwiązać problem z tego samego poziomu na którym on się zrodził. Manipulacja negatywna powoduje tylko, że stajemy się więźniami pewnego poziomu myślenia i działania i nie jesteśmy w stanie wyjść poza. 

Celem tak naprawdę nie jest żadna zmiana perspektywy, celem jest jej poszerzenie o nowe wymiary.

Pozytywne emocje sprzyjają kontemplowaniu nowych idei, szukaniu alternatywnych rozwiązań, głębszej refleksji, podejmowaniu inicjatywy. Po prostu użyciu wyższych funkcji umysłowych. Energia nie jest uwięziona tak jak w wyżej opisanych manipulacjach. Tutaj pozytywny stan tworzy spiralę w górę. Otwieramy się, widzimy więcej możliwości i w efekcie pojawia się jeszcze więcej pozytywnych emocji. 

Ludzie różnią się zdolnością do wykorzystania pozytywnych emocji do wprowadzania zmiany i radzenia sobie z przeciwnościami. Wyznacza to poziom ich inteligencji emocjonalnej. Potrafią wykorzystać humor, nadzieję, zainteresowanie, fascynację, wdzięczność za to co mają.

Tym co zwiększa naszą zdolność do odczuwania emocji pozytywnych jest praktyka licząca wiele setek lat, czyli medytacja serdeczności (loving-kindness meditation). Praktyka polega na odczuwaniu w sobie uczucia ciepła i troski w stosunku do samego siebie i innych. Przyjmuje się postawę nieoceniającą i swobodną. Zwracając swoją uwagę na serce przywołuje się uczucie serdeczności, które już żywimy w stosunku do jakiejś osoby, a następnie rozszerzamy to uczucie na siebie oraz innych ludzi, od bliskich nam osób do nieznanych. 

Praktyka polega na kąpaniu się w ciepłym i serdecznym uczuciu. Chcemy je odczuć bardziej całościowo i szeroko ponieważ generalnie emocje pozytywne są ulotne i mało wyraziste. Warto je celowo przywoływać i odczuwać w sobie. Naszym celem nie jest zmiana przekonań na bardziej pozytywne, tak jak manipulacji pozytywnej, ale o głębszy kontakt z pozytywnymi uczuciami.

Jak pokazują badania Richarda Davidsona ta medytacja trwale zwiększa aktywację lewej półkuli mózgu odpowiedzialnej za uczucia pozytywne i rodzi także z sobą wiele innych korzyści, jak zmniejszenie lęku i a nawet zwiększenie odporności na przeziębienie!

Zasady skutecznej zmiany!

Zmiana jest trudna i bolesna, to wie każdy kto odchudzał się, rzucał palenie lub w jakikolwiek sposób próbował wprowadzać nowe nawyki. Jednak bracia Heath autorzy fascynującej książki  Switch: How to change when change is hard (Przełącznik: Jak się zmienić, kiedy zmiana jest trudna)dziwią się dlaczego tak wielu z nas decyduje się na nową pracę nie mówiąc już o małżeństwie i posiadaniu dzieci, co jest przecież ogromną zmianą wymagającą wiele wyrzeczeń i wysiłku. 


Z jednej strony niektóre trudne zmiany przeprowadzanie są bez mrugnięcia okiem, a z drugiej strony ktoś nie jest w stanie od wielu lat nauczyć się przestać rzucać brudne ubrania gdzie popadnie, co wprawia już jego żonę we wściekłość. Autorzy są zdania, że istnieją pewne zasady, które decydują o tym, czy zmiana będzie łatwa czy trudna. Ich odkrycia zgadzają się z nauką o funkcjonowaniu mózgu.

Sytuacja

Po pierwsze zmianie musi sprzyjać sytuacja. Jak myślisz, czy gdybyś otrzymał w kinie za darmo bardzo duży pojemnik starego i niedobrego popcornu, zjadłbyś go więcej niż ci którzy otrzymali w mniejszym pojemniku? Wiem co odpowiesz, że na pewno nie, jednak większość ludzi właśnie tak robiła (i do tego byli bardzo zdziwieni, że tak zrobili), jedli więcej tego ohydztwa gdy mieli większy pojemnik. Różnica była bardzo wyraźna, ci z większym pojemnikiem zjedli o 53% więcej niż ci ze średnim!

Zatem zmianie nawyków żywieniowych może sprzyjać tak banalna rzecz jak wielkość twojego talerza. Powyższy eksperyment pokazał iż ilość zjadanego popcornu nie zależała od apetytu, od tego czy to było smaczne czy nie, zależała tylko i wyłącznie od wielkości pojemnika. Jeden mały element i jak duże znaczenie. Chcąc schudnąć można wchodzić głęboko w próby zmiany przekonań dotyczących żywienia ba życia jako takiego, ale skuteczne może okazać się o wiele prostsze rozwiązanie.

Innym przykładem jest zmiana zachowań związana z problemowym piciem alkoholu. Co z tego, że ktoś poddaje się terapii, chodzi na mytingi jeśli jednocześnie jego rodzina spożywa alkohol w domu i wszyscy jego znajomi lubią sobie wypić. Ta zmiana po prostu nie może się udać, gdyż sytuacja, otoczenie będzie ten problem podtrzymywać.

Można to porównać do innego konceptu z książki Roberta Fritza The path of least resistance. Aby zaszła zmiana przede wszystkim musi jej sprzyjać Droga/Struktura. Musi być to droga najmniejszego oporu, gdyż tak jak w przyrodzie energia porusza się zawsze po linii najmniejszego oporu. Rzeka płynie swobodnie swoim korytem, gdyż to jest najłatwiejsza i najbardziej naturalna dla niej droga. Koryto rzeki jest strukturą, która decyduje o jej kierunku i i także w naszym życiu to pewne struktury determinują nasze zachowanie (czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie).

Według Roberta Fritza, który jest muzykiem i światowej sławy myślicielem, każdej zmianie sprzyja proces twórczy, ten sam, który wykorzystują wszyscy artyści aby powoływać do życia swoje dzieła. Jeśli chcemy coś zmienić używajmy procesu twórczego, który właśnie buduje drogę najmniejszego oporu. Dlaczego właśnie tak się dzieje?

Przeciwieństwem tworzenia są bowiem działania mające na celu pozbywania się problemu (np tuszy, lęków). Kiedy chcemy się czegoś pozbyć i naszym celem jest brak czegoś skazujemy się od razu na porażkę, bo prowadzi to do "schizofrenicznego" stanu kiedy spodziewamy się innych rezultatów zaprzeczając jedynie obecną sytuację niczego nowego nie tworząc. Lepiej zatem tworzyć zdrowie, a nie rzucać palenie.

Jeździec i słoń

Po drugie zmianie sprzyja mądre panowanie nad własnym Słoniem albo raczej współpracowanie z nim. Tak, każdy z nas ma swojego Słonia i Jeźdźca. Słoń reprezentuje nasze procesy nieświadome i głównie emocjonalne związane na przykład z funkcjonowaniem układu limbicznego i autonomicznego, natomiast ten mały Hindus, siedzący na opasłym cielsku zwierzęcia, to świadome procesy wykonawcze (kora przedczołowa).

Metaforę tę ukuł profesor psychologii Jonathan Haidt i świetnie oddaje ona stan rzeczy. Innymi słowy aby zmiana była łatwa, musi współpracować w nas rozum i emocje. Jeśli nie uda się poskromić Słonia i skłonić go do pójścia tam gdzie chce Jeździec, żadna zmiana nie będzie możliwa. A słonie jak wiadomo to zwierzęta nieobliczalne, dzikie, nieposkromione, leniwe.

Słoń i Hindus to zupełnie dwie odrębne istoty i tak też niestety jest w naszym mózgu. Procesy automatyczne i nieświadome to wiele milionów lat ewolucji. Cel ich działania jest prosty, a mianowicie unikanie bólu i szukanie przyjemności, przeżycie. Dzięki nim możemy wykonywać bez wysiłku wiele czynności na raz, ich siły są po prostu niewyczerpane. Z kolei świadomą uwagę, kontrolę i zdolność do planowania reprezentuje wątły Hindus. Niestety jest to porównanie trafne. To dlatego nasz mózg wykorzystuje tyle nieświadomych procesów, świadoma kontrola to marniutki zasób.

Aby to zobrazować przywołam eksperyment w którym osobom poddawanym badaniu nakazano nic nie jeść na 3 godziny przed testem. Następnie umieszczono ich w pokoju w którym na stole stała miska cieplutkich i pachnących ciasteczek czekoladowych oraz miska rzodkiewek. Jedna grupa mogła jeść ciasteczka, ale nie rzodkiewki, a druga rzodkiewki, ale nie ciasteczka. Następnie osoby poddano pozornie zupełnie innemu badaniu polegającym na rozwiązywaniu trudnego zadania, które było w istocie nierozwiązywalne. Mierzono czas jaki każda osoba wytrwała w szukaniu właściwego rozwiązania. Chyba się nie domyślacie kto wytrwał najdłużej- konsumenci ciasteczek! Zjadacze rzodkiewek musieli użyć takiej siły woli aby powstrzymać się od pożarcia ciastek, że dosłownie wyczerpali zasoby swojej siły woli! Różnica między grupami wynosiła aż 50%. 

To odkrycie powtarza się w wielu badaniach. Wyczerpuje nam się wykonawcza siła naszej kory przedczołowej jako taka, a więc także zdolność do myślenia kreatywnego, rozwiązywania problemów, radzenia sobie z frustracją, hamowania impulsów itp.

Hindus jest wyjątkowo wątły i szybko męczy się trzymaniem władzy nad Słoniem. Każdy z nas może znaleźć mnóstwo przykładów z własnego życia kiedy Hindus nie poskromił Słonia. Zaspaliśmy do pracy wciskając wiele razy przycisk drzemki na budziku, nie poszliśmy na siłownię, obiecaliśmy coś komuś, ale potem nam się nie chciało tego zrobić, powiedzieliśmy komuś coś nieprzyjemnego zamiast trzymać język za zębami itp.

Bardzo często nie udaje nam się wprowadzić w życie pożądanej zmiany nie dlatego, że jesteśmy leniwi, ale dlatego, że jesteśmy wyczerpani. Wyczerpani kontrolowaniem Słonia, który zawsze wybiera natychmiastową przyjemność nad długofalowy zysk. Słoń będzie pożerał na przykład wszystko co znajdzie dobrego na swojej drodze nie biorąc pod uwagę tego, że na dłuższą metę stanie się tłuściochem z kiepskim zdrowiem. Hindus potrafi patrzeć w przyszłość i wybierać tę trudniejszą rzecz.

Z drugiej strony to Słoń jest siłą napędową, motywacją, energią to on reprezentuje naszą pasję, namiętność. To, że jesteśmy do czegoś przekonani intelektualnie jeszcze nic nie znaczy, a już na pewno dla procesu zmiany. Słoń też musi być do tego przekonany. Co prawda nie pojmie tego intelektualnie tak jak Jeździec, ale zrozumie to w prostych kategoriach przykrości i przyjemności. Jeśli zmianę kojarzymy tylko z przykrością to nic się nie zmieni.

Jak najlepiej przekonać Słonia? Naciskając emocjonalne guziki. Skoro wykorzystują to twórcy reklamy aby skłonić nas do kupowania tego czego nie potrzebujemy, to dlaczego my nie mamy tego wykorzystać do wprowadzania zmian we własnym życiu? Temat pożądanej zmiany musi nas pociągać emocjonalnie, musi być żywy, wyrazisty. O roli emocjonalnej motywacji nie wie na przykład wiele osób prowadzących prezentacje sprzedażowe. Przekazują oni techniczne informacje, które może rzeczywiście pokazują, że produkt jest świetny, wszyscy kiwają głowami ze zrozumieniem...ale nikt nie kupuje. Prezentacje te nie skłaniają odbiorców do podjęcia działania. Nie przekonują ich Słoni (ale o tym w innym poście).

Zarówno Słoń, który podąża na oślep bez kontroli i przewodnictwa ze strony Jeźdźca jak i Jeździec, który nie może się zdecydować w którą stronę chcę iść (przeintelektualizowanie) lub nie potrafi uzyskać współpracy Słonia, oznacza kłopoty z wprowadzeniem pożądanych zmian w życiu.

Czy wiesz gdzie zmierzasz?

Opór przed zmianą może być efektem braku jasności co do pożądanego kierunku. W tym przypadku wina będzie leżeć po stronie Jeźdźca. Jednym z przykładów może być na przykład "zdrowe odżywianie". Rzeczywiście cel bardzo istotny, ale sformułowanie niejasne. Na czym właściwie polega to zdrowe odżywanie? dokładnie co, kiedy i w jakich ilościach mam jeść? Nadmierne rozważania, sprzeczne opinie mogą położyć nasz projekt zmiany na łopatki. Autorzy książki Switch piszą: "Jeśli chcesz żeby ludzie się zmienili nie mów im: Jedzcie zdrowiej, powiedz: Następnym razem kiedy będziecie w sklepie spożywczym w dziale nabiału sięgnijcie po mleko 1% a nie 3% (odkryto, że to znacznie zmniejszy ilość spożywanego tłuszczu- jeden mały krok w kierunku zdrowszej diety)

Podsumowując: zmiana jest trudna bo najczęściej zmienić chcemy właśnie to co jest automatyczne i nieświadome (czyli złe nawyki Słonia) za pomocą wątłej kontroli Jeźdźca. Im większa zmiana (wszystkie nawyki żywieniowe Słonia) tym więcej wymaga energii nadzoru. Dlatego lepiej jest koncentrować się na małych zmianach, jednej na raz.

Zatem jeśli chcesz coś zmienić:

  • Sformułuj jasno cel (bardzo, bardzo wyraźny konkret)
  • Zaangażuj stronę emocjonalną
  • Zadbaj o Drogę (na przykład wykorzystaj proces twórczy)
  • Rób małe kroki

Lecznicza moc fal theta

Z falami theta wiąże się pewne stany umysłu i niezwykłe zdolności. Możemy nauczyć się korzystać z dobrodziejstw tych fal. To nie New Age to nauka!


Fale theta to częstotliwość od 4 do 7 cykli na sekundę. Powstają kiedy odczuwamy emocje, fantazjujemy na jawie, jesteśmy nieskoncentrowani, w głębokiej relaksacji lub na granicy snu.

Intencja


Fale theta umożliwiają nam dostęp do głębszych zasobów naszych umysłów, do których generalnie nie mamy świadomego dostępu.

Pisałam już, że pamięć możemy podzielić na świadomą, podświadomą i nieświadomą (utajoną) Ta ostatnia kodowana jest w bardziej prymitywnych systemach podkorowych mózgu, głównie w ciele migdałowatym, które służy pamięci emocjonalnej i warunkowemu uczeniu się. Obszary te rozwijają się bardzo wcześnie w rozwoju i to co jest w nich kodowane w początkowym okresie naszego życia, nie ma kontekstu czasu, przestrzeni i naszej tożsamości (nie jest częścią naszej osobistej historii). W efekcie zachowujemy się w pewien sposób, ale nie wiemy dlaczego.

Wszyscy wiemy, jak trudno jest zmienić głęboko zakorzenione nawyki, postawy, sposoby reagowania tylko za pomocą świadomego wysiłku. Choćbyśmy nie wiem, jak bardzo zacięcie pedałowali aby wygrać wyścig rowerowy, gdy nasza kierownica jest trochę skręcona w prawo, nie wygramy, bo będzie nas znosić w niepożądanym kierunku. Aby się zmieniać i realizować cele muszą w nas współpracować ze sobą emocjonalne i utajone czynniki, wraz z racjonalnymi i świadomymi. Gdy nie ma między nimi zgodności, ciągle nas "znosi" i statek naszego życia tuła się po różnych portach, zamiast płynąć do celu.

Jeśli potrafimy wprowadzić nasz mózg w stan bardzo głębokiej relaksacji, kiedy przejmują go fale o niskiej częstotliwości theta,  możemy wejść w bliższy kontakt z własnymi wypartymi emocjami, oraz ukrytymi ograniczającymi przekonaniami, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy.

Fal theta uciszają nasz świadomy umysł-kontrolera i bardziej dostępne stają się rzeczy, które nie pasują do naszego skrzętnie kultywowanego i opracowywanego obrazu siebie. Lęk i strach nie blokuje już naszych zasobów. Nie ma oporu przed czymś nowym, nie ma cenzora, nie ma filtra poznawczego, który zwraca tylko uwagę na to co pasuje do wybranego obrazu świata.

Możemy znaleźć odpowiedzi na pytania na które do tej pory nie potrafił odpowiedzieć nasz świadomy umysł. Mamy wrażenie, że nasz umysł stracił sztywne granice i obejmuje o wiele więcej. Jest teraz w stanie bardzo receptywnym i wrażliwym na sugestie więc możemy zaszczepiać w nim pozytywną intencję.

Szybka nauka


Zdaniem doktora Garry Lincha naukowca z uniwersytetu Kalifornijskiego uczymy się i zapamiętujemy właśnie dzięki falom theta.  Konsolidacja naszej pamięci zachodzi dzięki LTP, czyli wzmocnieniom synaptycznym zachodzącym w ośrodku naszej pamięci zwanym hipokampem. Fale theta sprzyjają LTP, stąd theta jest kluczem do wyczynów super pamięci. Badania na zwierzętach potwierdzają to, im więcej fal theta wykazał zapis EEG tym lepiej zwierze coś pamiętało.

To dlatego można skorzystać z programów do nauki języków obcych, które odbywają się w głębokim stanie relaksacji, gdyż mogą być skuteczne. Po drugie powiązanie rytmu theta z LTP wyjaśnia dlaczego wraz z poprawą snu poprawia się też pamięć. Nie warto uczyć się do egzaminów zarywając noce!

Stany głębokie

Dosyć trudno jest wejść w tak głęboki stan relaksacji żeby osiągnąć fale theta. Najprawdopodobniej zatrzymamy się na falach alfa. Możemy sobie pomóc wykorzystując tak zwane binaural beats, czyli dźwięki, które ułatwiają naszemu mózgowi osiągnięcie odpowiedniego poziomu fal. Osiąga się to dzięki różnicy pomiędzy częstotliwością dźwięków podawanych do lewego i prawego ucha (ważne słuchawki). Nie wypowiadam się jednak na temat skuteczności tej metody.

Stosując EEG-biofeedback także wykorzystuje fale theta do leczenia głębokich emocjonalnych zaburzeń. Protokół zwany alpha-theta przeszedł pomyślne badania naukowe na osobach uzależnionych od alkoholu i po traumatycznych doświadczeniach. Osiągnięcie stanów głębokich jest tu łatwiejsze, gdyż mózg otrzymuje sprzężenie zwrotne od komputera, czy zbliża się, czy oddala od pożądanego stanu. Fascynujące :-)

Potęga podświadomości dla profesjonalistów i amatorów

Kora czołowa to niezwykle ważny obszar naszego mózgu, związany z racjonalnym myśleniem. Jednak czasami warto nie zastanawiać się za długo i zaufać po prostu intuicji.


Każdy z nas czasami ma uczucie rozdarcia. Racjonalnie wszystko jest cacy, praca jest pełna wyzwań i przynosi dobre zarobki, trzeba by być szaleńcem aby wybrzydzać. Jednak gdzieś w środku czujemy inaczej i chcemy to wszystko rzucić w diabły i przenieść się na Costa Brava. Inny przykład. Koleżanka z uczelni jest bardzo miła dla nas, pożycza nam notatki i jeszcze do tego sama je kseruje; fajnie się z nią ostatnio gadało. Coś jednak jest nie tak i jakoś nie mamy ochoty podtrzymywać tej znajomości.

Gut feelings

Zdaniem naukowców ponad 90% naszego myślenia, odczuwania oraz uczenia się wydarza się poza naszym świadomym umysłem. Oczywiście zasoby naszej kory przedczołowej są bardzo ważne przy podejmowaniu decyzji, ale ponieważ wymagają niezmiernie dużo energii, dosyć szybko się męczą, łatwo ulegają negatywnym wpływom (dystraktory), często lepiej zrobimy zdając się na tak zwaną intuicję, która szybciej dostarczy nam potrzebnych przy podejmowaniu decyzji danych. Tylko, że te dane będą w formie cielesnej, inaczej mówiąc ścisku tudzież motylków w żołądku

Zdaniem niektórych intuicja może nam "podpowiadać" aż milion razy szybciej niż racjonalny osąd, szczególnie jeśli chodzi o sprawy takie jak ryzyko lub możliwości.

Teraz bardzo zaskakująca i ciekawa informacja o której pewnie nie wiedzieliście: mamy więcej niż jeden mózg! Poza tym, który tradycyjnie tak nazywamy, jest jeszcze mózg serca i mózg jelit. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że te trzewne mózgi nie ustępują w swoich niektórych możliwościach temu głównemu i raczej nie zdajemy sobie sprawy, jak wszystkie trzy razem ze sobą współpracują.

O mózgu serca pisałam w postach o koherencji serca teraz chce wspomnieć o mózgu trzewnym. Zawiera on co najmniej sto milionów komórek nerwowych dzięki którym jest w stanie się uczyć, pamiętać i wpływać na nasze zachowanie i postrzeganie. Zresztą to odkrycie każdy z nas może potwierdzić, przypominając sobie jak czuliśmy na przykład co należy zrobić, ale nie wiedzieliśmy świadomie dlaczego tak właśnie trzeba. Amerykanie nazywają to gut feeling. To odczucie pochodzi z wnętrza, jednak dokładnie nie możemy go zlokalizować. Rzadko mamy odczucia, że pochodzi z głowy, bardziej z brzucha lub klatki piersiowej.

Wiedząc, ale nie wiedząc skąd, czasami mamy pewne wskazówki, które mogą prowadzić do źródła naszego "trzewnego rozumienia". Nie będą to spójne historie, ale raczej urywki, jak grymas, ton głosu, zapach, spojrzenie, jakaś ledwo wykrywalna dysproporcja. W jednej chwili na podstawie tego strzępka informacji buduje się cała nasza postawa. Tak jakby mały bodziec podporządkowywał sobie całe nasze ciało.

W jednej chwili rozumiemy wszystko. Nagłe przebłyski intuicji wiążą się z pracą trzech naszych mózgów, a tym co je łączy są emocje. Jeżeli czujemy intensywne emocje, to co wtedy im towarzyszyło na pewno zostanie lepiej zapamiętane. W sieciach nerwowych fakt i emocja zapamiętane są razem i jeśli pojawia się jakaś wskazówka wszystko zostaje przywołane w przeciągu milisekund. Przywołana zostaje także emocja, więc jakby "czujemy zrozumienie" sytuacji, a nie mamy o niej wiedzę. Czujemy, że ten mężczyzna nie jest dla nas, bo poprzedni chłopak siostry naszej kuzynki źle ją traktował, a jest podobny do tego.

Wszystko to działa jak uderzenie pioruna, bo jest związane z naszym ewolucyjnym dziedzictwem. Wszelkie zagrożenia i nagrody, jakie spotykali nasi przodkowie były skrzętnie zanotowywane w ich mózgach aby zostać przywołane w przyszłości, w podobnych sytuacjach. Jeśli raz wziąłeś niedźwiedzia za kupkę suchych liści, nie chciałbyś popełnić dwa razy tego samego błędu.

Mózg nie potrafi działać bez intuicji. Gdybyśmy jej nie mieli musielibyśmy się zastanawiać nad każdą, najmniejszą decyzją, co by nas po prostu sparaliżowało. W momencie gdy odczucia nie wskazują na żaden z wyborów, trzeba wybierać na podstawie innych danych, analitycznych. Wybór między czekoladą truskawkową Wedla i Milki może być dla niektórych bardzo trudny i czasochłonny. Nie mówiąc już o wyborze między pracą w firmie X a Y lub jedną a drugą scenerią wakacyjnego wypoczynku.

W lewo czy w prawo?

Mamy do podjęcia ważną decyzję, czym lepiej się kierować? Jak zwykle prawda leży pośrodku. Podejmując decyzję musimy wyważyć ją biorąc pod uwagę dane z dwóch źródeł, intuicji i racjonalnego osądu. Ponieważ zalety bycia rozważnym są ogólnie znane, skupię się na zaletach kierowania się intuicją.

Intuicja może być nieoceniona, szczególnie gdy nie mamy dużo czasu. Wykorzystuje ona informacje do których nie mamy świadomego dostępu, co nie znaczy, że są one jakieś ezoteryczne. Mózg uznał je za ważne i przechowuje je na przyszłość. Ważne gdyż posiadają emocjonalny stempelek. Nic co wywołuje nasze emocje, czy to dobre czy złe, nie jest dla mózgu obojętne.

Poza tym, że intuicja działa szybciej, bywa też efektywniejsza. Duża wiedza może czasami być przeszkodą. Posiadając dużo informacji trzeba wykonać o wiele trudniejszą poznawczą ekwilibrystykę aby o czymś zadecydować, ponieważ dużo różnych zmiennych wchodzi w grę. Rozległa wiedza na temat motoryzacji paradoksalnie utrudni podjęcie decyzji, który samochód kupić.

Jednym z ciekawych eksperymentów jest ten przeprowadzony na uniwersytecie Londyńskim. Badani mieli za zadanie rozpoznawać anomalie we wzorach graficznych. Ci, którzy podążyli za swoim pierwszym wrażeniem robili to lepiej od tych, którym dano więcej czasu do namysłu. Dla podświadomego umysłu odwrócony wzór jabłka jest nietypowy, natomiast umysł świadomy myśli, że jabłko to wciąż jabłko, odwrócone czy nie. Nadmiar myśli oddala nas od prawdy, od konkretu.

Z drugiej strony im większa nasza wiedza tym także lepsza intuicja, korzystamy wtedy z zasobów naszych zwojów mózgowych, ale nie w bezpośredni sposób. Wiele lat studiów może zrobić z nas prawdziwego eksperta, który jednym rzutem oka rozpoznaje falsyfikat obrazu od oryginału lub psychologa oraz policjanta śledczego, którzy natychmiast wiedzą kiedy ktoś kłamie lub rozpoznają bezbłędnie czyjeś ukryte motywy postępowania.

Co zrobić jeśli brakuje nam intuicji i mamy problem z podjęciem decyzji w ważnej sprawie? Możemy wykrzesać z siebie odruch intuicji po prostu wypisując za i przeciw za każdą opcją. Następnie należy "za" dać punkt i "przeciw" przypisać minus jeden punkt; zsumować wszystko i wybrać to co ma więcej punktów. Jeśli żadne nie ma więcej, należy rzucić monetą. Teraz jesteśmy zobowiązani wybrać to co wypadło. Czy czujemy przed tym jakikolwiek opór?

Generalnie na bardziej pierwotne obszary mózgu możemy zdać się w takich ważnych decyzjach, jak wybór partnera, miejsca zamieszkania, domu, samochodu. Będziemy bardziej usatysfakcjonowani, gdyż emocjonalny komfort jest w tych przypadkach ważniejszy niż racjonalny. Natomiast lepiej wychodzimy na racjonalnych przemyśleniach w przypadku decyzji finansowych i małych zakupach.

Może kto wie, nasze racjonalne umysły są tylko od wymyślania racjonalnych uzasadnień tego co zrobiliśmy automatycznie i intuicyjnie.